„Moja Narew”: Karol Wesołowski


Tuż przed zakończeniem roku 2017 przedstawiamy kolejny odcinek „Mojej Narwi”. Odcinek wyjątkowy, bo po raz pierwszy wypowiada się aktualny zawodnik naszej drużyny.

Karol Wesołowski zadebiutował w tym sezonie jako bramkarz Narwi, w swoim drugim podejściu do naszego klubu (poprzednio był rezerwowym i nie udało się zagrać). Przebieg jego piłkarskiej przygody możecie prześledzić klikając na jego profil zawodnika (tutaj). Tuż po opublikowaniu pierwszego materiału z cyklu „Moja Narew” Karol odezwał się do naszej redakcji, z prośbą, czy mógłby również odpowiedzieć na takie pytania – dla niego także Narew jest czymś więcej niż tylko klubem piłkarskim, w którym akurat teraz gra.

MOJA NAREW
Karol Wesołowski


Mój pierwszy mecz Narwi i wspomnienia z nim związane
–  Na pierwszy mecz Narwi zaprowadził mnie mój tata. Było to spotkanie z Olimpią Warszawa w sezonie 2002/2003 mecz zakończył się wynikiem 4:4, a jedną z bramek strzelił Marcin Truszkowski.

07.09.2002 Narew Ostrołęka – Olimpia Warszawa 4-4 (2-2)
Bramki: Nadrowski 35, 87 (k), Surgiewicz 44, Truszkowski 56 – Kurmanowski 20, 39, 50, Masny 85

Narew: Wielgoliński –  Duda, J. Sadłowski, Surgiewicz, Samsel, Marczak, Strzeżysz, Nadrowski, Żylak, A. Kamiński (55. Pyskło), Truszkowski.
Trener: Marian Szarama

Ulubiony zawodnik w historii klubu + powody
– Zdecydowanie Arkadiusz Pyskło! Nieprędko doczekamy się tak bramkostrzelnego zawodnika jakim był Arek.

Najlepszy mecz w moim wykonaniu w tym sezonie to…
– Ciężko powiedzieć. Przeważnie byłem zawodnikiem który wchodził na końcowe minuty meczu. Ale mogę być na pewno zadowolony ze swojej postawy w meczu przedsezonowym przeciwko Bartnikowi Myszyniec, gdzie wybroniłem kilka niebezpiecznych sytuacji. Dobre spotkanie rozegrałem również przeciwko WKS-owi Mysktówiec, kiedy trener dał mi rozegrać pełne 90 minut.

Dlaczego kibicuję Narwi?
– Sympatia do Narwi rozpoczęła się dzięki kibicom. Już od najmłodszych lat kiedy przychodziłem na mecze bardziej interesowało mnie to co się dzieję na trybunach niż na boisku. Później trochę starszy sam zacząłem przychodzić do „młyna” i jeździć na mecze wyjazdowe i tak już zostało. Bardziej czuję się kibicem, niż piłkarzem tego klubu.

Marzenia związane z klubem
– Przede wszystkim chcę aby z sezonu na sezon Narew rosła w siłę. Marzeniami sięgam co najmniej  do II ligi, bo miasto jak i kibice zasługują aby klub z tak bogatą tradycją grał o jak najwyższe cele. NAREW NIGDY NIE ZGINIE!