Nasz człowiek na salonach!


Coraz więcej dzieje się wokół Przemysława Świercza, kapitana reprezentacji Polski w amp futbolu (piłce nożnej, w którą grają osoby po amputacjach nogi – w polu, lub ręki – na bramce). Mało kto wie, że Przemek jest wychowankiem Narwi, co zresztą powiedział ostatnio goszcząc w studiu Telewizji Polskiej.

Urodzony w 1980 roku zawodnik pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Narwi, trenowany przez Cezarego Kotowskiego. Później zajmował się w Warszawie żeglarstwem, narciarstwem, koszykówką i pływaniem, których był instruktorem. Nogę stracił w wypadku motocyklowym w Norwegii. Wypadek ten oznaczał duże zmiany w życiu, ale Świercz nie porzucił sportu, wrócił do piłki nożnej, tylko tej przystosowanej dla ludzi po podobnych przejściach.

Od grudnia 2011 roku jest kapitanem kadry Polski, z którą w 2014 roku zdobył czwarte miejsce na mistrzostwach świata w amp futbolu, a w 2017 roku brąz mistrzostw Europy. W związku z rozwojem dyscypliny w 2015 roku powołano do życia Amp Futbol Ekstraklasę. Pierwszym mistrzem Polski została Husaria Kraków, w której… oczywiście grał Przemysław Świercz. Kolejne złote medale mistrzostw Polski przypadły mu w udziale w 2016 i 2017 roku, w 2018 roku zdobył brąz.

Ostatnio wraz z innym ostrołęczaninem i synem zawodników Narwi, siatkarzem Grzegorzem Łomaczem, Przemysław Świercz gościł na Balu Mistrzów Sportu. Ma on już za sobą także spotkania m.in. z Robertem Lewandowskim (na zdjęciu). Przede wszystkim jest jednak sportowcem, nie celebrytą.

Korzystając z tego, że świat nam się w XXI wieku skurczył, dzięki internetowi, zapytaliśmy Przemka Świercza o jego wspomnienia z czasów Narwi. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać:

– Moje początki w Narwi to rok 1989, a przynajmniej tak mi się wydaje. Pierwszym trenerem był pan Czarek Kotowski, w tamtym czasie wielki autorytet i wzór do naśladowania. Wspomnienia, jakie pozostały to wyrywkowe obrazy, sceny. Pierwszy wyjazd mieliśmy z częścią drużyny i trenerem w Karpaczu. Było kilkudniowe zgrupowanie w Spychowie. Obrazy z meczów to mój tata, stojący przy boisku i kibicujący. Grałem na lewej pomocy. Pamiętam też Rafała Wysockiego grającego na bramce.

– Kolejne miłe wspomnienie to kilka powołań do kadry chyba Mazowsza lub województwa, dokładnie nie pamiętam. Następnie jako junior młodszy trafiłem pod opiekę panów Mariana Szaramy i Jacka Dmochowskiego, gdzie występowałem na lewej obronie. Tam już grałem ze starszymi chłopakami, którzy byli dla mnie takim celem do złapania, do doścignięcia – opowiada Przemysław Świercz.

Ciężko inaczej zakończyć ten tekst, niż życzeniem powodzenia w dalszej karierze sportowca! A może uda się w przyszłości zorganizować coś wspólnie z naszym ostrołęckim El Capitanem?

 

Zdjęcia pochodzą z konta Przemysława Świercza na Instagramie

One comment

  1. Właśnie o tak pozytywnych osobach chce się czytać. Ciesze się, że po takich życiowych przykrościach Pan Przemek Świerszcz odnalazł radość w życiu. Wstyd, że często osoby wpełni zdrowe (wcale nie oznacza, że lepsze!) nie wykorzystują tego daru i ‚psioczą’ na niedogodności.

    Wszystkiego dobrego Panie Przemysławie!

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *