Sylwetki: Jerzy Zych

JERZY ZYCH

Ur. 1 czerwca 1979r w Ostrołęce,
Wzrost: 180 cm
Waga: 80 kg

Zawodnik klubów: Narew Ostrołęka, AZS AWF Warszawa, KS Łomianki, później już całkiem rekreacyjnie LKS Chlebnia, Jedność Żabieniec no i ostatnio grający trener bramkarzy Mazura Karczew.

Narew Początki mojej przygody z Narwią to… był chyba 1989 albo 1990 rok. Wtedy po raz pierwszy przyszedłem na trening do Narwi do trenera Mariana Szaramy (razem z Wieśkiem Świętochowskim, „Bliźniakami”, Andrzejem Kamińskim, itd.). Byliśmy wtedy trampkarzami młodszymi (teraz jest troszkę inny podział). Ekipę mieliśmy naprawdę dobrą i w dawnym województwie ostrołęckim, z tego co pamiętam, nie mieliśmy sobie równych. Jeździliśmy również na turnieje międzynarodowe do naszych wschodnich sąsiadów, a na te czasy to było coś. Również nieźle na nich wypadaliśmy.

Za swój największy sukces z drużyną niebiesko-czerwonych uważam… możliwość przeżycia tylu lat, tylu obozów sportowych i stworzeniu niezapomnianej, przyjacielskiej atmosfery w tej drużynie. Byliśmy jedną wielką rodziną (grając za darmo) i jestem pewien, że jeden za drugiego dałby sobie nogę złamać. To było coś wspaniałego. Nie zapomnę tego do końca życia.

Porażką zaś mógłbym nazwać… odejście z Narwi – niestety różne czynniki mi nie pozwalały zostać w Ostrołęce (studia w Warszawie, praca itd.). No i to, że nie miałem możliwości zakończenia mojej przygody piłkarskiej właśnie w Narewce, a bardzo zawsze o tym marzyłem.

Po odejściu z Narwi… zaczęły trapić mnie kontuzje (głównie kręgosłupa), ale parę sezonów pograłem jeszcze na dosyć wysokim poziomie. Niezły klimat był również w drużynie z Bielan – AWF-wspaniałe czasy.

A najlepiej spośród boiskowych kolegów i trenerów wspominam… Najbliższym mi trenerem jest oczywiście trener Szarama bo w zasadzie pod jego skrzydłami rozwijałem się jako piłkarz przez wszystkie kategorie wiekowe. Jeśli chodzi o kolegów z boiska to nie jestem w stanie wymienić jednego czy dwóch. W czasie gdy byłem w Narwi wszyscy traktowaliśmy się jak bracia i między nami była niesamowita więź.

Gram (w zasadzie grałem ;)) w piłkę bo…. to było całe moje życie. Jest zresztą nadal na swój sposób tylko już z drugiej strony – jako trener.

Jeśli nie piłkarzem, to zostałbym… nie mam pojęcia kim. Pytany od dziecka kim zostanę, odpowiadałem zawsze: piłkarzem 🙂 Niestety nie potoczyło się wszystko tak jak chciałem, no ale teraz realizuję się jako trener.

W życiu najważniejsza/e dla mnie jest… rodzina. Bez jej wsparcia nie byłbym tym kim jestem teraz.

Gdybym miał ocenić sam siebie za pracę na treningach, gdy byłem jeszcze młodzieżowcem, to wystawiłbym sobie 5, ponieważ …. dawałem z siebie całe serce, a różne mankamenty nadrabiałem wielką ambicją.

– Czasów spędzonych w Narwi nie zapomnę do końca życia. Był to wspaniały rozdział w moim życiu, o którym opowiadać będę swoim dzieciom, a potem wnuczkom. Chciałbym również mocno pozdrowić wszystkich kibiców Narewki: tych starszych (którzy mnie pamiętają) i tych już nie z mojej epoki:)

Starszym nie miałem jeszcze możliwości powiedzieć DZIĘKUJĘ – dziękuję Wam za te wszystkie mecze, w których zdzieraliście gardła, będąc 12 zawodnikiem. Jak nikt inny potrafiliście mnie tak zagrzać, że para mi szła uszami. A skandowane przez Was… „JU-REK ZYCH!!! JU-REK ZYCH!!!”… śni mi się po nocach… Echhhh, to były piękne czasy 😉 Pozdro!