Narew 0-2 Błękitni Gąbin

Sobotnie popołudnie na Witosa było ostatnim w tym sezonie momentem spotkania z zawodnikami Narwi Ostrołęka. Czuć było, że to mecz, który nie wpłynie już za bardzo na układ tabeli. Goście przyjechali do Ostrołęki z zapewnionym utrzymaniem, Narew natomiast mogła w zależności od wyniku zająć w tabeli końcowej miejsce od 4. do 7. Ostatecznie zakończyliśmy sezon 2012/13 na siódmej pozycji.

Obie drużyny przystąpiły do ostatniego pojedynku w mocno okrojonych składach. Obie nie miały na ławce rezerwowych bramkarzy. Ostrołęczanom zabrakło w składzie m.in. Tomasza Niedźwieckiego i Karola Pietrasiaka. Obydwaj mają przymusową przerwę od gry i treningów, gdyż są po operacjach. Zabrakło także trenera Marcina Romana, który pojechał do Gdyni na turniej z młodzieżą z Akademii Piłki Nożnej. Jego rolę przejął Piotr Wiski. Do dyspozycji miał tylko jednego nominalnego napastnika, co było widać podczas gry. Goście przyjechali z trzema rezerwowymi, a na bramce dali zadebiutować młodzieżowcowi (bardzo poprawny występ, musi zaś poćwiczyć wykopywanie piłki).

Bramki padały tak naprawdę z niczego. Pierwsza w 30. minucie, kiedy w wielkim zamieszaniu w naszym polu karnym Paweł Winnicki wbił piłkę do bramki. Została ona jeszcze wybita przez Mateusza Pełtaka, ale sędzia boczny (na zdjęciach widać, że słusznie) zwrócił uwagę, że przekroczyła wcześniej pełnym obwodem linię bramki. Tak naprawdę była to jedyna godna uwagi akcja w pierwszej połowie. Narwianie próbowali się odgryźć, ale wszystko wychodziło im tego dnia „na pół gwizdka”.

Trochę lepsza była druga połowa. Niestety głównie za sprawą akcji gości, którzy mają dobrze przećwiczoną grę z kontry. Gdyby nie spalone, na które dawali się łapać – czasami słusznie, a czasami chyba nawet pokazane na wyrost – to obiektywnie trzeba przyznać, że mogli nam zaaplikować nawet więcej bramek. Na posterunku był jednak Andrzej Łyziński, interweniując nawet głową. Kiedy i jego udało się ominąć, w ostatniej chwili sytuację wyjaśnił bardzo dobrą interwencją Jakub Zalewski. Był to jeden z nielicznych momentów w sobotę, kiedy na trybunach słychać było brawa.

W międzyczasie pomiędzy kolejnymi spalonymi i spektakularnymi kiksami goście zdobyli jednak drugą bramkę. W 60. minucie całkowicie pogubiła się nasza defensywa, na równie zagubionych wyglądali zawodnicy Błękitnych i piłka odbijając się od wszystkiego i wszystkich, jak w grze w pinball trafiła pod nogi jednego z dwóch Mateuszów Nowaków. Ten kopnął przed siebie i podwyższył prowadzenie gąbinian.

Narew rzuciła się do śmielszych ataków, ale znowu nic z nich nie wychodziło. Bo i jak miało wyjść, gdy tego dnia w ofensywie istniał tylko Cezary Stachowicz. Wielka szkoda, że najlepszy mecz wyszedł mu wtedy, kiedy kolegom ewidentnie nie szło. Dwukrotnie Piotr Kubat i raz Michał Lelujka (jak on tego nie strzelił?) nie potrafili wykorzystać dobrych podań Stachowicza. Czarek próbował także sam, ale jego piękny strzał zza pola karnego wyjął ofiarną interwencją bramkarz.

Sezon 2012/2013 za nami, w przyszłym czekają nas derby i wielkie emocje związane z walką o awans/utrzymanie. Być może w lidze zostaną tylko cztery pierwsze zespoły, a to oznacza, że przy podobnej sytuacji jak dzisiaj wcale nie możemy być do końca spokojni o swój byt. Przed nami bardzo krótkie wakacje i wracamy ze sparingami w lipcu.

Narew Ostrołęka 0-2 (0-1) Błękitni Gąbin
Winnicki 30, M.Nowak II 65

Narew Ostrołęka: Łyziński – Gawrych, Zalewski, Górski (56. Lutrzykowski) Skorupka – Dzwonkowski (63. Gontarz), Pełtak (46. Stachowicz), Dawidzki, Strzeżysz, Lelujka (71. Jóźwiak) – Kubat.

Błękitni Gąbin: Budzyński – Jóźwiak, M.Nowak I, Tomaszewski, Paczkowski (71. M.Wiśniewski), Winnicki (81. Kłys), Gąsiorowski, M.Nowak II, Dębicki, Różycki, R.Wiśniewski.

Żółte kartki: Górski, Skorupka – Dębicki, M.Wiśniewski.
Widzów: 100.
Sędzia główny: Kamil Baranowski (WS Siedlce).
Delegat: M.Szulc (WS Warszawa).